<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="Mówi Aleksander Czuperski">
<author_1="St. Wrotny">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="9">
<date="1954-09-26">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Na basenie pływackim CWKS w Warszawie gwarno i przyjemnie. Połowa września — nareszcie mamy lato! Woda w basenie, lekko podgrzewana przez pobliską kotłownię, daje temperaturę 26 stopni. Siedzimy na desce trampoliny i gawędzimy: — Czy można pogodzić funkcje trenera i zawodnika? — Owszem — mówi Czuperski. Robię to tak: gdy mamy odbyć normalny codzienny trening, wówczas przed treningiem omawiam z każdym z zawodników co kto ma robić. Przypominam błędy, daję wskazówki. Po tej „przedmowie", wchodzimy do wody wszyscy razem i każdy trenuje to, co ma zadane. Jeżeli natomiast wypadnie jakaś ważniejsza sprawa, wówczas obserwuję pływanie zawodników z lądu i stąd kieruję treningiem. Gdy koledzy wyjdą z wody, wówczas przychodzi kolej na mnie — pływam wówczas sam. — Czym się różni piłkarz wodny od „lądowego", czym piłkarz wodny od pływaka-sprintera?, — Tym, że musi mieć wprost fantastyczną kondycję.. Nieraz zapraszaliśmy do drużyny piłki wodnej dobrych pływaków-sprinterów. Niestety nigdy nie wytrzymują oni gry dłużej niż kilka minut. A tymczasem gra trwa u nas od 30 do 45 minut. — Jak to? To mecz w piłkę wodną nie ma ustalonych norm czasu? Czy to możliwe, aby gra trwała od... do-..?— Właśnie. To najciekawsze odróżnienie od piłki nożnej. Tam mecz ma dwie gry po 45 minut. U nas mecz ma dwie gry po 10 minut, z tym jednak, że za grę liczy się tylko samą grę. Wszelkie auty, faule, nie zalicza się do czasu gry. Ponieważ jednak auty i faule są nie do uniknięcia, przeto w praktyce mecz przedłuża się, przeciętnie do 45 minut.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
